2 lipca 2018
A ZACZELO SIE TAK NIEWINNIE......
Nie, nie u mnie lecz u mojej corki i jej Wspanialego.
Zaczne opowiastke od informacji ze corka mieszka na Florydzie, na peryferiach F. Lauderdale a tam ciepla i sloneczna pogoda jest przez caly rok, lacznie z ich "zima" - czyli bezdomne zwierzeta, jakakolwiek ich dola, nie cierpia z zimna.
Jak na kazdym osiedlu znajdzie sie cos bezdomnego i tak stalo sie u niej a bylo ze dwa lata temu - kot, szary, z bialymi dodatkami i pieknie uformowanym bialym krawatem.
Corka i Wspanialy zaczeli go karmic i poic a on przyzwyczail sie z rana i po poludniu przychodzic na regularne posilki. Zreszta nie tylko oni bo kazde osiedle ma takie komunalne koty ktorym mieszkancy podrzucaja jedzenie.
Wciaz byl dziki choc z uplywem czasu zrozumial ze nikt mu nie robi krzywdy i przestal uciekac na widok czlowieka jednak nigdy nie dopuszczajac do bliskich kontaktow.
U corki bywal bardzo regularnie i nawet sypial kolo domu a nie dziwie sie ze polubial jej dom bo ona oprocz jedzenia i wody poila go mlekiem a oprocz kociej karmy jadal kurczaki, zeberka, pieczenie, ryby i czymkolwiek mlodzi sie zywili.
Po jakims czasie pojawil sie ze samiczka u boku i zaczelo sie.....
Powstala cala kocia rodzina i nie tylko ta pierwsza kocica produkuje nowe koty bo jej corka tez. Ponadto wyglada ze cala produkcje trzymaja w swoim kolku gdyz co sie obcy kot zapedzi do ich misek to go przeganiaja.
Gdzie maja swa glowna kwatere to tego corka nie wie, wie ze ktora kocica czuje ze nadchodzi pora porodu to znika na jakis czas, pewnie przebywajac w porodowce, pozniej sie pokazuje szczupla i wyglodniala, zje i zaraz leci do dzieci by ktoregos dnia przyprowadzic je gdy sa podchowane. Zdarzylo sie ze z poczatku przyprowadzala np. troje a pozniej tylko jednego co dawalo do pomyslenia ze te inne wyginely.
Corka kupila im kocia wieze do wspinania sie, kocie lozka, zabawki a to wszystko zachecilo je do czestszego i dluzszego przebywania kolo jej domu. Malo tego czesc z nich osmiela sie wchodzic do srodka, glownie do slonecznego pokoju. Zdarzylo sie ze ktorys usnal w jakims kacie pomieszczenia o czym mlodzi nie wiedzieli i zostal na noc zamkniety a odkrywali dopiero rano, glownie po ...zapachu.
Z poczatku dawala im imiona ale przestala bo nad tym trzeba pomyslec, dostosowac a wyczerpala na to cierpliwosc. Ulubionym jest ten ze zdjecia ktory lezy solo, czarny z bialymi akcentami - George. On jest rownoczesnie najbardziej oswojony, da sie glaskac, wziac na rece, przytulic, duzo przebywa wewnatrz, spi na sofie gdy mlodzi ogladaja TV.
Ostatnio koty umyslily sobie ucinac dzienne drzemki na meblach na patio. Te meble sa pokryte pokrowcami gdyz na Florydzie jest obecnie pora deszczowa wiec co troche pada, w ciagu tygodnia pracujac i wracajac do domu po 5tej po poludniu a wlasciwie blizej 6tej, mlodzi nie maja czasu siedziec na patio gdzie i tak sie nie da bo zbyt goraco. To patio ma rozsuwana markize by byla oslona od deszczu czy slonca ale jako ze nie przesiaduja tam w ciagu lata jest obecnie zlozona. Jak widac kotom slonce nie przeszkadza a gdy pada to ida do swej sekretnej kwatery.
Gdy tylko mlodzi wracaja z pracy to na patio maja widok pokazany na zdjeciach - i coraz mniej moga sie doliczyc kotow - wydaje sie im ze jest ich teraz 8.
Bedzie wiecej bo jedna z mlodych kociczek znow gruba.
Jasnym jest ze calosc wymyka sie spod kontroli i corka postanowila wszystkich - samice i samce zawiesc do kliniki i zneutralizowac. Juz znalazla taka ktora robi to za darmo no bo gdzie indziej taka ilosc operacji zrobilaby duzy rachunek.
Teraz ma tylko jeden problem - jak je wylapac ?
Zwlaszcza ze czesc z nich jest nadal dzika i nie dopuszczajaca do siebie ludzi?
A nie uprzedzalam ze do tego dojdzie gdy zaczela dokarmiac tego pierwszego kota?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Nie znam się na kotach, wiec nic nie doradze. Moze troche przystopowac z karma, to pojda gdzie indziej...
OdpowiedzUsuńPrzy tej okazji corka poznala na nowo polskie, zapomniane slowo - gdy smielismy sie ze bedzie sie bawic w HYCLA to z poczatku nie znala jego znaczenia.
OdpowiedzUsuńKoty to ja lubię oglądać, ale nigdy bym nie wpuściła do domu. Nie lubię jak mi się coś kręci po domu w niekontrolowany sposób.A może D. zwróciłaby się po pomoc do "policji dla zwierząt"? Bo to mało wyłapać, trzeba jeszcze mieć dla nich kontenerki transportowe a po sterylizacji one muszą gdzieś "dochodzić do siebie". Pomyśl o tym. Ja zimą w Warszawie dokarmiałam bezdomne koty, ale on były systematycznie sterylizowane. Panie "ochotniczki" je wyłapywały, zanosiły do weta, przetrzymywały w domu po operacji w specjalnym pomieszczeniu i po zagojeniu się szwów wypuszczały.
OdpowiedzUsuńSerdeczności;)