24 kwietnia 2019

SERPENTYNA GOTUJE :

      Zeby nie tylko o kocie bylo to pokaze co gotowalam w czasie wizyty.
Musze sie pochwalic ze jestem specem od zup, wszyscy ale to wszyscy je lubia, moi cale zycie powtarzaja ze najlepsze na swiecie i gdy jedza poza domem to porownuja do moich zawsze dajac moim zloty medal. Nawet John uwielbia i zawsze na nie lasy. Dziwne bo on nie ma porownania z wyrobem innej kucharki ale twierdzi ze to mu nie przeszkadza ocenic jako cos pysznego. Tak, to ten sam John co jedego razu przyslal mi trzy pary butow a na gwiazdke kupil glosniczek - bardzo Wspanialy czlowiek. Zanim sie zaczal z nami "zadawac" to nawet nie mial pojecia ze istnieje cos takiego jak szczaw a teraz wie i bardzo lubi. Opowiada o tym ludziom a ja go besztam mowiac zeby tego nie robil bo mi kaza gotowac :)))))))
     Wiec omawiajac wizyte spytalam, bardzo glupio jak sie okazalo : to co, moze wam ugotowac jakichs potraw na pozniej? Oczywiscie oferte przyjeli a gdy spytalam jaka zupe, jakie mieso to powiedzieli - ogorkowa, kalafiorowa i szczawiowa (zwroccie uwage ze nie "albo" tylko "i" ), mieso jakie chcesz, buraczki i mizerie. 
Czyli wkopalam sie :(
W dzien przyjazdu byla jedyna okazja zrobic spozywcze zakupy wiec bardzo staralam sie pamietac co bede potrzebowac bo po odjezdzie mlodych musialabym prosic o transport sasiadow. A glupio by bylo jechac po tylko np. smietane.
     Z tym gotowaniem czekalam ostatnich dwoch dni pobytu by bylo swiezsze i zaplanowalam w pierwszy dzien zrobic zupy, w drugi miesa i reszte.  
     Przyznaje ze tak solo gotowalo mi sie lepiej niz majac kolo siebie ludzi = corke bo mi nikt nie mowil : nie ten garczek, ta deska jest do miesa nie jarzyn, nie ten durszlak itp. Robilam jak mi pasowalo. Oczywiscie mialam asystentke ale gdy sie spostrzegla ze nie bawie sie jedzonkiem ktore lubi to poszla spac. Zupy gotowalam na kurczakowych skrzydelkach  by pozniej mozna je bylo obrac i dac Kici do zjedzenia co sie stalo i lubiala. 
Przygotowalam sobie skladniki do tych trzech zup, jarzyne, przyprawy a najbardziej balam sie pomylic marchewke - bo kazda zupa miala ja w innej postaci : kalafiorowa skosne plasterki, szczawiowa starta na grubych oczkach, ogorkowa zwykle plasterki. 
Ktos zapyta co za roznica? Moze niewielkja ale gdybym zrobila inaczej niz przez te wszystkie lata to by mnie pytano co sie stalo, czemu tym razem jest inaczej? Lepiej wiec nie pomylic i nie narobic sobie klopotu. 
Zaczelam gotowac rownoczesnie ale pozniej musialam na kalafiorowej trzymac oko by te rozne jarzyny wrzucac w odpowiedniej kolejnosci i gotowac tyle by nie byly surowe ale nie rozlazace sie, takie na 3/4. Do jarzynowej kalafior szedl najwczesniej. Ale co ja Wam tlumacze, dobrze to wiecie. 

     Zanim zaczne opisywac faze dwa to pokaze poczatkowe zdjecia :







Marigold - na zdjeciu nr 2 pierwszy po lewej to sloiczek ze szczawiem.
Wiec zupy sie pomalu gotowaly, jarzyn w kalafiorowej pilnowalam i zaczelam faze druga - podbijanie smietana. Cieszylam sie ze Mlodzi wybrali same smietanowe zupy, ze zadna nie potrzebuje zasmazki no bo mniej roboty dla mnie. 
Ale jako ze kazda porcje trzeba bylo rozprowadzac zupa to proces powtarzalam trzy razy i dziekowalam losowi ze nie pracuje w restauracyjnej kuchni.



Pozniej posprzatalam zupny balagan :




i zaczelam salatkowy :




A gdy ja skonczylam, UFF!, robic i sprzatnelam, to rozlozylam nastepny - gotowanie jaj do szczawiowej, ziemniakow do ogorkowej i makaronu/muszelek do kalafiorowej. 
Po ostatecznym sprzatnieciu z ulga usiadlam na d... tzn na fotelu - bolaly mnie nogi od tego dlugiego stania na kamiennej podlodze.
  A to byl dopiero pierwszy dzien gotowania. 
Na drugi dzien mialam zrobic gulasz, pieczen, buraczki i mizerie. Oczywiscie planowalam zdjecia choc zakladalam ze raczej NIE bede publikowac bo co za duzo to nie zdrowo ale od wypadku - jako ze od wypadku to i ksiedzu uroslo - zrobie.
 Tymczasem gdy tylko zaczelam rozkladac skladniki do tej czesci gotowania przyszla sasiadka sprawdzic czy zyje.  Poniewaz nigdy nie miala okazji zapoznac sie z polska kuchnia to nie tylko musialam robic i tlumaczyc ale dac jej skosztowac kazdej jednej zupy i salatki tez. Wszystko jej smakowalo ale tez slusznie stwierdzila ze polska kuchnia jest czasochlonna i nigdy by jej nie opanowala bo zbyt duzo szczegolow, wszystko trzeba samemu robic, prawie nic z polproduktow. 
Pieczen znala bo tutaj sie robi takie ale gulasz jej zaimponowal bo zrobilam dosc ostry, niemal paprykarz, w dodatku "wlozylo " mi sie wen dosc sporo ketchup. Nie szkodzi bo Mlodzi lubia pikantnie. Zreszta widzicie jakie zupy chcieli + bardzo czesto zycza sobie rowniez zurek. 
Tak czy siak obecnosc sasiadki nie dala mi okazji do robienia zdjec co lepiej dla Was. 
     Gdy mlodzi wrocili to zrobilismy sobie kolacje w miescie chocby po to by mnie wypuscic na wolnosc, na miasto, wiec w tym dniu niczego nie probowali a pozniej wyjechalam. 
Za to potem, juz bedac w domu codziennie sluchalam ochow i achow, i podziekowan a takze wdziecznosc za calosc no i za to ze przez pare dni wracajac z pracy nie gotuja tylko odgrzewaja .
 Podejrzewali ze kot tez mial frajde bo babcia napewno mu dawala smaczne a niedozwolone kaski do jedzenia a widza to po tym ze Kicia dosc obojetnie przyjela ich powrot i na noc poszla spac ze mna a nie z nimi. 
Jak myslicie? - slusznie mnie podejrzewali?

Wreszcie zblizam sie do ostatniej czesci sagi wizytowej, opisze niebawem a aby odmienic ta kocio-wizytowa atmosfere pochwale sie azalia. W dodatku biala a biale sa dla mnie najpiekniejsze. Zdjecie mozna powiekszyc.




      







6 komentarzy:

  1. A ja nauczyłam się tu żyć bez zup, i gotować tak, by od chwili wyłożenia potrzebnych produktów do podania ich w postaci obiadu nie minęło więcej niż 30 minut. Gdy mi się trafi przekroczenie czasu i robię coś 40 minut to jestem zła, bo to znak, że się "grzebałam".
    Od kilku lat nie robię już zup, tylko samo tzw. "drugie" danie. Po prostu nie jestem w stanie zjeść obu, a z kolei sama zupa to dla mojego ślubnego za mało. Poza tym to mnie się już gotowanie strasznie znudziło. Szkoda, że nie ma jakichś tabletek do połknięcia by być najedzonym, chętnie bym coś takiego łykała. Na przyjazd dzieci robiłam pasztet i o dziwo też jakoś szybciutko mi się zrobił, no może dlatego, że tylko z 1kg mięsa i 500g pieczarek.
    Jeszcze trochę i Kicia wyląduje u Ciebie w domu na stałe.;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz gotuje malo i okazyjnie ale gdy zajmowalam sie tym regularnie to zupy musialy byc. One sa wygodne bo przeciez mozna jesc osobno, bez drugiego dania, uzyc jako lunch, obiad wcale nie musi byc zlozony z obu dan. Moja rodzina jest "zupowa", kazdy je lubi.
      Jak Ty masz z gotowaniem tak ja mam z komputerem - gdy siedze przy nim dluzej to jestem zla ze mi zezarl czas.
      Lubie pasztet, czesto na kanapke z nim nakladam plastrek ogorka kiszonego.
      Dobrego dnia.

      Usuń
    2. A ja tu zaczęłam zamiast ogórków kisić cukinię.Jest bezbłędna po ukiszeniu.Oczywiście najlepiej gdy jest jeszcze młoda, ale tu przy odrobinie szczęścia zawsze można młodą upolować. Wiesz, u mnie wszystko "stoi na głowie" odkąd mam Hashimoto i gdy miałam potem (po antybiotykach) rzekomobłoniaste zapalenie jelit - mam różne obostrzenia dietetyczne przez to. A jak czasem "zgrzeszę" to zawsze to odchoruję, wściekając się, że znów głupio , z łakomstwa zjadłam to czego nie powinnam. Do tego A. też ma pewne potrawy, których nie może jeść, a to wszystko tworzy kwadraturę koła;)
      Czasu na kompa nie żałuję nigdy, często coś oglądam lub słucham.
      Miłego i Dobrego dla Ciebie;)

      Usuń
    3. Lubie cukinie choc kiszonej nigdy nie jadlam. Dawniej gdy gotowalam to czasem robilam nadziewana - przekrawa sie wzdluz, usuwa miazsz nie wyrzucajac go tylko mieszajac z mielonym miesem, przyprawami, posiekana papryka i co kto lubi i lekko popryskane olejem zapieka sie w piekarniku, pod koniec posypujac serem i rumieniac. Czasem zamiast sera polewalam sosem pomidorowym albo marinara co osobiscie bardziej lubialam. Z reguly robilam na kolacje ale bylo swietnym poczestunkiem gdy odwiedzali nas goscie. Inna cukinie ktora lubialam to taka pocieta we "wlosy anielskie", obtoczona lekko w ciescie podobnym do nalesmnikowego i usmazona w tluszczu jak paczek. Smazac sie ona sie wywija w rozne wygibasy co pozniej rzucone na talerz daje gore powykrecanych wlosow cukiniowych i sa pyszne. U nas istnieja ksiazki z przepisami na takie warzywne cudenka, sluzace glownie jako przystawki a chlopy lubia do piwa i ogladania meczu.
      Na szczescie nie mam ograniczen w diecie oprocz orzechow i paru innych rzeczy ale tak sie stalo niedawno.
      Rozumiem ze czasem zgrzeszysz bo tyle fajnych potraw musisz sobie odmawiac. Ja po orzechach tak sie podle czuje przez pare dni ze ani mi w glowie dac sie skusic.
      Czy A musi unikac tego samego co TY? Bo jesli nie to wasza dieta faktycznie wymaga glowkowania. My dwoje zgodnie i nawet jednoczesnie zaczelismy unikac cebuli, reszta to sprawa gustu.
      Jednego razu ogladalam jak to mlodozency przystosowywali nowy dom do siebie, glownie kuchnie bo jedno z nich bylo Zydem ortodyksyjnym. Mowie Ci obled - wszystko podwojne i nie stykajace sie, nawet zlewy. Latwiej byloby miec dwie osobne kuchnie. Pozniej tak sobie myslalam ze chyba nie caluja sie no bo jakze by to bylo pozwolic sie slinie i jakims kwasom wymieszac? Wiec widzisz ze Twoje i moje dietetyczne klopoty to jeszcze nic wielkiego.
      Teraz jak W wyjezdza to moja lodowka stanie sie kompletnie pusta i nawet niepotrzebna bo wole placic na miescie niz gotowac - tak bardzo nie lubie.
      Na kompa poswiecam najczesciej 2 godz dziennie, wszystko co wiecej to okreslam ze mi ukradl. Z reguly bardzo wczesnym rankiem pozalatwiam na nim, popatrze, napisze i zamykam i nie zagladam az do nasteppnego ranka. Musi byc cos waznego bym w ciagu dnia zalaczyla i uzywala.
      Dobrego dnia.

      Usuń
  2. Szczaw od razu rozpoznalam, bo moj wyglada bardzo podobnie albo nawet tak samo.
    Zupy uwielbiam i tez czesto gotuje na skrzydelkach, marchewke zawsze robie tak samo, w plasterkach, a w ogole czesto jako pierwsze do zup daje cale marchewki, ktore na koniec wyjmuje i mam do zrobienia smarowidla -marchew i orzechy.
    Troche sie zdenerwowalam ze sasiadka musiala wszystkiego sprobowac i ze zje tak duzo ze malo zostanie dla Mlodych, ale chyba opanowalas sytuacje.
    Jak gotuje zupe to drugiego dania juz nie robie i czasami tych talerzy zupy zjadam wiecej albo dopycham sie kanapkami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cala marchewke daje do rosolu i barszczu czerwonego, do innych zup taka jak opisalam.
    Hehe - nie bylam glupia zeby sasiadce dac duzo zup zwlaszcza ze probowala wszystkie trzy :)))
    Mlodym ugotowalam tyle by najulubienszej, kalafiorowej mieli szesc porcji a dwoch pozostalych po cztery. Nawet gdy kosztowalam czy dobrze doprawione to oszczednie by im nie za duzo uszczknac.
    Moja ulubiona jest pomidorowa , zreszta syna tez, z kolei dla Mlodych nie.
    Nie lubie gotowac choc wychodzi mi niezle. Zawsze zartuje ze wole myc gary niz gotowac i to jest prawda. Zreszta wole sprzatac niz gotowac i nie wiem dlaczego ta czynnosc jest dla mnie kara bo rodzina chwali i lubi i powinno mnie zachecac. Ostatnie lata prawie nie gotuje i dobrze mi z tym a o Wigilii i duzym gotowaniu to ani nie chce myslec a pomalu sie zbliza........

    OdpowiedzUsuń